Pisze „Lirycznie i ironicznie” – jak głosi tytuł jednego z rozdziałów jego tomiku, ale zawsze „GARŚCIAMI” – jak żartuje…

Pana Andrzeja poznałam przed kilku laty, gdy korzystał z zabiegów prądami selektywnymi, ale wówczas nie spodziewałam się, że zetknę się z nim jako pisarzem!

Autora inteligentnych i dowcipnych form literackich zaprosiliśmy na spotkanie z kręgiem naszych poznańskich Optymalnych.

Nasz gość zaprezentował tomik zawierający – zgodnie z podtytułem – fraszki, bajki, aforyzmy i nie tylko, bo także wiersze wymykające się z tej jednoznacznej, literackiej kwalifikacji. Nie poskąpił nam również nowości, które świeżo wyszły spod jego pióra.

A teraz już rozmowa, na którą umówiliśmy się wkrótce po spotkaniu autorskim. Z optymalnym fraszkopisarzem – Andrzejem Januszem Stanisławskim rozmawia Zuzanna Rzepecka:

ZRz: Na dowód, że uważnie czytałam Pana dzieło nie będę pytała skąd pomysły i inspiracje twórcze.

AJSt: Najwyraźniej natrafiła Pani na odpowiedź zawartą we fraszce:

Garściami

Pomysły do fraszek zbieram całymi garściami,
Wszak widuję się co dzień z Panami i Paniami”.

GarściamiRzeczywiście – to właśnie źródło, z którego czerpię, a dodam: do tego grona Panów i Pań zaliczam i siebie! Czasem wręcz myślę, że piszę autobiografię. Który zresztą z piszących nie opowiada głównie o sobie? O swoim widzeniu świata, o swoim jego pojmowaniu, o swoim sprzeciwie wobec innego patrzenia na świat… Tu muszę zauważyć jak dobrotliwie umiała Pani zadać pierwsze pytanie. Przecież o tomiku można by powiedzieć : „dziełko”. No i mógłbym to odebrać jako… złośliwość /śmiech/.

ZRz: Już w trakcie wspomnianego spotkania autorskiego zauważyłam Pańską łatwość przechodzenia od tonów poważnych do żartu. Jestem przekonana, że nawet gdyby zdarzyła mi się taka słowna niestosowność nie odebrałby jej Pan jako obrazy?

AJSt: …Obrazy? Nie , nie – bez obawy. Tak a propos: ponieważ wcześniejsze od pisania było malowanie i maluję nadal – samemu zdarza mi się używać określeń – raz obrazy, kiedy indziej… obrazki, w zależności od rozmiaru. Zaś co do „łatwości” – znam wiele jej przejawów…

Nic łatwiejszego

Nic łatwiejszego! I myślę o tym mile –
Śmierć sobie odłożyć… na ostatnią chwilę.

O wysiłkach fraszkopisarza

Słowa biedak szuka, skreśla bo się zagubił;
Puentę zwęszył, więc – za rymem tropi.
Tymczasem fraszka wypaść lubi
Znienacka, jak filip z konopi.

ZRz: Rozumiem, znienacka czyli łatwo, bo bez zbytnich przygotowań. Tylko, że tej fraszki sobie nie przypominam.

AJSt : Zgadza się – to z najnowszych nowości. Pierwsza fraszka jest w tomiku, natomiast druga, mam nadzieję, będzie w następnym. Swoją drogą – podziwiam Pani spostrzegawczość. Gdyby tak móc podziwiać wszystkich czytelników!

ZRz: Czyżby jakiś podtekst o czytelnikach?

AJSt: W tym momencie myślałem właściwie o słuchaczach, z którymi stykam się na swych spotkaniach autorskich. Często są to ludzie bardzo przypadkowi. W sensie zainteresowań życiowych i potrzeb natury duchowej. Jestem niejednokrotnie podbudowany ich żywiołową, pozytywną reakcją na czytane treści. Potrafią celnie odczytać puentę, śmiać się trafnie lub trafnie się zadumać… Ale też potrafią podłamać… „znajomością” rzeczy. Nie znają bądź mylą nazwiska nawet największych… Zdradzają, że po prostu nie czytają! To wprawdzie (a jak wiemy nadzieja ginie ostatnia) potencjalni czytelnicy, ale jak zauważyłem najczęściej pozostają… tylko słuchaczami. Wdzięcznymi i sympatycznymi lecz… biernymi. A czy myślą? Przecież człowiek to istota myśląca – homo sapiens! No tak, ale gdy chodzi o prawdziwie filozoficzną głębię myśli, o poszukiwanie prawdy, celu, sensu życia? Pozwolę sobie zadać fraszko-pytanie:

Myślę, więc jestem?

Gdyby się kartezjańskie „myślę, więc jestem” sprawdziło –
Ilu z nas by zostało, a ilu natychmiast ubyło?

Zdaje się, że czytam w Pani myślach. Jest ktoś udzielający odpowiedzi na to pytanie. I to od dawna. Profesor Jan Kwaśniewski. Jego twierdzenie, że myślących jest mało brzmi surowo, lecz jakże prawdziwie!

ZRz: Profesor na każde spotkanie przybywa z nadzieją wyrwania kolejnej osoby z grona niemyślących. Może i Panu udaje się zmniejszyć liczbę tych, których… natychmiast by ubyło? A przy okazji przybliżyć kogoś do idei żywienia optymalnego. Wszak pomiędzy optymalnością I myśleniem można, wręcz trzeba postawić znak ścisłej współzależności! Jednak nim przejdziemy, jak mam nadzieję, do tego wątku – prośba o kilka informacji z Pana życiorysu. Przecież czytelnicy „Optymalnych” z całą pewnością oczekują przybliżenia Pana osoby.

AJSt: Czy raczej tylko mojej powłoki, bez wnikania w… głąb ? Otóż nie za bardzo lubię opowiadać swój życiorys i to wcale nie dlatego, że mam w nim coś do ukrycia, bo nie mam! Kiedyś za młodu też nie było to moim ulubionym zajęciem. Co jakiś czas pojawiał się wymóg: podanie + życiorys. Tylko o czym tu pisać, jak nie ma o czym? Teraz odwrotnie, tyle jest do opowiedzenia, ale wypadałoby krótko, żeby nie zanudzić. I wtedy, i teraz – męka! Jako urodzony leniuch posłużę się zatem wypisami z tekstu o mnie zamieszczonego niedawno w Głosie Wielkopolskim: „/…/ Autor tomiku „Garściami” na początku lat 70 ubiegłego stulecia znalazł się w gronie laureatów zorganizowanego przez „Głos Wielkopolski” konkursu satyrycznego. Kilkakrotnie drukowano go w prasie… I choć pisanie to jedna z jego pasji, przez następnych wiele lat pisał głównie do szuflady/…/Pracując zawodowo nie miał czasu, by zająć się wydaniem swoich prac. Czas na opublikowanie debiutanckiego tomiku Andrzej Janusz Stanisławski znalazł dopiero teraz na emeryturze. Zachęciło go do tego uczestnictwo w Klubie Seniora ” Dębowy Liść” w Suchym Lesie, dokąd przeniósł się przed 15 laty z rodzinnego Poznania. Najbliższe są mu fraszki. Szczególnie ceni Jana Kochanowskiego, Jana Sztaudyngera i Lecha Konopińskiego./…/ A zawodowo całe życie przepracował na Poczcie Polskiej. Od konstruktora planów komunikacji pocztowej, po dyrektora odpowiedzialnego za placówki pocztowe w dawnym województwie poznańskim/…/”. Czy wystarczy tej biografii?

ZRz: Niezupełnie. Bo nie wierzę, że nie ma o czym mówić, gdy chodzi o młode lata!

AJSt: Cóż, może więc tak: Urodziłem się 27 lipca 1948 r. w Poznaniu w rodzinie robotnika kolejowego. Wychowywałem się i dorastałem na poznańskim Łazarzu. Tu dojrzewałem poprzez lata 50, z tzw. Wydarzeniami Czerwcowymi 1956r.; lata 60 z okresem szkoły średniej, ale też z już studenckim Marcem 1968r. Stąd, z Łukaszewicza 23 wychodziłem do pracy, którą podjąłem po ukończeniu Wyższej Szkoły Ekonomicznej w 1971r. Tu założyłem rodzinę w 1972r. i jeszcze przez kilka lat z żoną i synem (rocznik 1974) mieszkałem „przy rodzicach”. Te lata, obok najbliższych i zarazem najważniejszych z otoczenia – matki, ojca i starszego brata – kształtowały, modelowały, żyją we mnie do dziś. Alarm! Pani Zuzanno robi się patetycznie! A miało być optymalnie. Niech mi będzie wolno podsumować ten łazarski wątek nieco lżej, tak dla uratowania nastroju, limerykiem:

Jeden z łazarskich

Jeden z łazarskich, starych już dziś „łat”
Ma w głowie obraz sprzed wielu lat:
Oto z Caliera do Rynku niesie teczkę koleżanki…
Ona wysyła mu niebo spod rzęs firanki,
A on… wpatrzony w nią jak sroka w gnat.

ZRz: Ciekawe, która wysyłała to niebo? Wiem, wiem, poeta nie zdradzi. Niech zatem wkroczy Optymalność! Pamięta Pan jakie były początki, pierwsze Pana zetknięcie z Optymalnymi?

AJSt: Zaczęło się od mojej cukrzycy, o ile można tak to sformułować. A skąd cukrzyca? Z mojej perspektywy przyczyny są oczywiste:

Jadłem, lubiłem…

Jadłem placuszki i cukiereczki,
Lubiłem też słodkie dzieweczki.
Teraz dobiegam mety –
Jako… diabetyk.

ZRz: Jakoś trudno mi uwierzyć w te dzieweczki…

AJSt: Nie wolno w poezji wszystkiego brać dosłownie! (śmiech). A „słodkie” to przecież te dbające. Nie na darmo ukuto powiedzonko: „przez żołądek do serca mężczyzny”. To było całkiem mądre kiedyś, gdy nie było jeszcze „mądrości” kolorowych czasopism i póki nie pojawiła się”naukowa” piramida żywienia. Naukowa – koniecznie w cudzysłowie! Stworzyli ją bowiem, nie boję się tak powiedzieć – właśnie… „naukowcy”. Czym, Pani Zuzanno, ma dzisiejsza dama dogadzać mężczyźnie – jeśli nie tym co wbijają do głów – sypiące się jak z rogu obfitości i ze 100% przekonaniem wypowiadane – barwne podpowiedzi żywieniowe?! Jeść, jeść, bez ograniczeń: surówki, sałatki, owoce, popcorny, serki „0”, jogurty „0”. Zobaczy Pani, jeszcze doczekamy się masła „0” % tłuszczu, a cukrzyków – w ilości 50% populacji.

ZRz: Jak Pan widzi cały czas aprobująco kiwa się moja głowa, ale wróćmy do mojego pytania. Pojawia się cukrzyca i…

AJ StanisławskiAJSt: Latami – tabletki. Wprawdzie liczenie jednostek chlebowych, ale zasadniczy schemat żywienia bez zmian. Docierały do mnie urywkowe informacje o „diecie Kwaśniewskiego” jednak moje uprzedzenie do wszelkich diet kojarzących się z głupawymi czasopismami i nie kojarzące mi się sympatycznie nazwisko – wszystko to powodowało, że długo czułem wewnętrzny opór. Aż trafiła do mych rąk książka dr Jana Kwaśniewskiego i do głosu doszła myśl, że aby odrzucić – trzeba najpierw poznać. Czytałem wnikliwie, wynotowałem wątpliwości, z pytaniami poszedłem do lekarza z Arkadii i… odstawiłem tabletki. Wróciło wiele prawie już zapomnianych smaków, wróciła przyjemność jedzenia – mało, lecz smacznie i wartościowo. Nigdy nie miałem problemów z nadwagą, ale przy okazji parę kilogramów mniej? Czemu nie? Po co je nosić, zbędne!

ZRz: A co z prądami selektywnymi, bo sama nie pamiętam dokładnej przyczyny, dla której trafił Pan do mego gabinetu?

AJSt: Poskarżyłem się lekarzowi na pewne bóle w nodze. Badanie tzw. „przepływów” w naczyniach krwionośnych ukierunkowały receptę i stąd kilka wizyt u Pani. Pamiętam przyjemne „mróweczki”. Pomogło.

ZRz: Obecna na spotkaniu część poznańskich optymalnych miała sposobność wysłuchania wiersza pt. „Nieoptymalność z rozsądkiem się kłóci”. Spotkał się on z dużym aplauzem. Ponieważ limit miejsca na wywiad nieuchronnie się kończy pragnę wyrazić przekonanie, że opublikowanie jego treści w naszym miesięczniku pozwoli czytelnikom dopełnić swej wiedzy o Pana stosunku do optymalności.

AJSt: We wspomnianym wierszu odnoszę się do istoty optymalności w żywieniu. A czy wie Pani na czym, moim zdaniem, polega też:

Optymalność fraszek

Jej istotę w czterech słowach zmieścisz:
Minimum słów – optimum treści.

Już zaczynam tęsknić za nimi!

ZRz: Zatem nie pozostaje już nic innego jak tylko podziękować za ciekawą rozmowę.