Pierwsza wiadomość o diecie Kwaśniewskiego kojarzyła mi się z prezydentem Kwaśniewskim. Nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Zewsząd atakują nas reklamy na temat żywienia: środki masowego przekazu, bilbordy itp. W gabinetach lekarskich preferowana przez medycynę konwencjonalną jest dieta śródziemnomorska.

W wieku 52 lat żywiąc się według zasad diety śródziemnomorskiej, nabawiłem się wysokiego ciśnienia 160/100 i według lekarza katastrofalnie wysokiego cholesterolu. Wyszedłem z receptą i od tej pory przyjmowałem następujący zestaw tabletek: antipres, cilan, torvacard.

Po roku stosowania wymienionych leków ciśnienie oraz cholesterol  nieznacznie się obniżyły, a po dwóch latach, biorąc nadal te same leki, wszystko wróciło do stanu sprzed leczenia. Natomiast samopoczucie  po tych lekach miałem fatalne: apatia, senność, złe podejście do życia. No ale tabletki brałem nadal, bo lekarka straszyła zawałem.

Raz do roku lekarka dawała mi skierowania na badania. Badania nigdy nie były optymistyczne,  ale tym razem lekarkę zaniepokoił poziom płytek krwi 148 przy wartościach referencyjnych 150-450. Przy czym muszę przyznać i potwierdzili to też inni  lekarze, że miała nosa bo od razu skierowała mnie na  kolonoskopię. Okazało się, że mam raka jelita grubego. Panika, świat się zawalił w jednej chwili. Ta diagnoza miała miejsce w październiku 2011 roku.  Już w grudniu 19 wykonano u mnie operację, usunięto mi 10,5 cm jelita wraz ze zmianami nowotworowymi. Rozpoznanie: gruczolakorak cewkowy zagięcia esiczo-odbytniczego G2, pT3, pN1b, Dukes C, Astjer- CollerC2. (*140/3 T-68950) z przerzutami na okalające węzły chłonne.

Do domu wyszedłem po świętach Bożego Narodzenia. Od lekarzy w szpitalu otrzymałem kartkę na której były zalecenia dietetyczne: chleb pszenny, masło roślinne itp. a ogólnie dieta śródziemnomorska. Dopytywałem lekarzy o poszczególne produkty czy mogę to lub tamto jeść i otrzymywałem odpowiedź …”niech Pan próbuje”. Zawsze ufałem lekarzom, stosowałam się bez dyskusji do zaleceń, jednakże gdy otrzymałem tę kartkę moje zaufanie zgasło. Nie potrafili powiedzieć jak mam się żywić aby powrócić do zdrowia.

Od 4 stycznia rozpocząłem leczenie, miałem zapisanych osiem cykli: dwa tygodnie trucia chemią i tydzień odpoczynku. Już w trakcie pierwszego cyklu brania leków miałem rewolucję w brzuchu, noce spędzone na WC, cuchnący stolec, bule brzucha. Horror.

Po tych pierwszych dwóch tygodniach ledwo trzymałem się na nogach, a tu jeszcze siedem powtórzeń. Żona szukała dla mnie ratunku.

Zadzwoniła do niej koleżanka zatroskana o stan mojego zdrowia. Pani Halinka zaproponowała nam żywienie optymalne i aby o tym opowiedzieć, zaprosiła nas do siebie. W czasie spotkania łączyliśmy się telefonicznie z p. Zdzisławem Kędzierawskim, który udzielił mi pierwszych wskazówek co mam jeść, ile i kiedy, wszystko dokładnie rozpisane. Była to różnica. Dokładnie wiedziałem, że mam jeść tylko to co miałem zapisane na kartce.

W tym dniu zjadałem pierwsze żółtka na masełku oraz kilka liści sałaty. Po raz pierwszy poczułem się po jedzeniu dobrze. Czyli to była dobra droga.

Moi synowie stukali się po głowie co ojciec robi. Według ich wiedzy chory człowiek na raka powinien jeść dużo warzyw i owoców. Teraz zmienili zdanie.

Żywiąc się optymalnie, znosiłem dużo lepiej następne cykle.

20 czerwca skończyłem ostatni cykl chemii. Po trzech miesiącach od ukończenia chemii, we wrześniu moje wyniki krwi były: płytki 158, a markery nowotworowe jeden lekko podwyższony, drugi w normie, a w styczniu, kiedy zrobiłem następne badania już oba markery były w normie, natomiast po roku we wrześniu wyglądało to jeszcze korzystniej.

Od września 2012 roku, przerwałem rentę rehabilitacyjną i wróciłem do pracy na pełen etat. Tak się złożyło, że akurat był nawał pracy i pracowałem świątek, piątek i niedzielę – ale dawałem radę.

Jeżeli miałem jakieś problemy czy byłem niepewien co do diety zawsze dzwoniłem do p. Zdzisława.  Cały czas pozostaję z nim z stałym kontakcie. Kilka razy odwiedzałem Arkadię w Poznaniu, którą prowadzi p. Zuzanna Rzepecka, regularnie uczestniczę w  comiesięcznych spotkaniach Optymalnych. W marcu 2012 roku  do Poznani na spotkanie optymalnych przyjechała dr Agata Płowecka. Miałem ogromną przyjemność z nią rozmawiać. Pytałem o leki, co mam brać co odstawić. Poradziła mi ażeby odstawił leki na nadciśnienie i cholesterol. Powiedziała, że żadne płytki miażdżycowe ani zawał mi nie grożą. Od tej pory leków na ciśnienie i cholesterol nie biorę, a ciśnienie się unormowało samo.

Teraz dietę optymalną kojarzę wyłącznie z Doktorem Janem Kwaśniewskim, któremu zawdzięczam zdrowie i życie oraz takim ludziom jak dr Płowecka i przede wszystkim Pan Zdzisiu oraz całej wspólnocie Optymalnych.

Oczywiście żywimy się optymalnie oboje z żoną, a kochanej koleżance Halince jesteśmy i będziemy dozgonnie wdzięczni i z całego serca dziękujemy. 

Jan Siódmiak – 600 423 891

Jan Siódmak

Na zdjęciu p. Janek na spotkaniu opłatkowym 15 grudnia 2013

Close Menu