cz 2

Są jeszcze badania nad tymi, którzy przekroczyli „setkę”
Trzy główne rodzaje badań nad takimi osobami są obecnie prowadzone na świecie. Próbują one zidentyfikować czynnik odpowiadający za długowieczność tych ludzi. Dlaczego stulatkowie stają się stulatkami? Dlaczego mają takie szczęście? Czy to dlatego, że mają niski poziom cholesterolu, dużo ćwiczą i prowadzą zdrowy, higieniczny tryb życia?
No cóż, najdłużej żyjąca znana osoba, Jean Calmet z Francji, która zmarła zeszłego roku mając 122 lata, całe życie paliła i piła.
To, co udało się ustalić w tych badaniach to to, że ci stulatkowie nie mają ze sobą prawie nic wspólnego. Mają niski cholesterol lub wysoki, niektórzy ćwiczą, inni nie, niektórzy palą, inni nie. Niektórzy są strasznie wredni, inni potulni jak baranki. Niektórzy są wybuchowi, ale wszyscy mają niski cukier jak na swój wiek. Wszyscy mają niski poziom trójglicerydów jak na swój wiek.
I wszyscy maja względnie niski poziom insuliny. Insulina jest wspólnym mianownikiem wszystkiego, o czym do tej pory mówiłem. Sposobem na leczenie cardiovascular disease i sposobem w jaki leczyłem mojego ojczyma, pacjentkę zagrożoną rakiem, osteoporozę, wysokie ciśnienie krwi i praktycznie wszystkie tak zwane chroniczne choroby wieku starczego, jest leczenie samej insuliny.
Inna droga w badaniach nad starzeniem się to badania genetyczne przeprowadzane na tak zwanych organizmach niższych. Wiemy, że genetyka ma tu znaczenie. Posiadamy mapy genetyczne kilku gatunków drożdży i robaków. O długości życia myślimy jako o czymś z góry ustalonym.
Średnia życia ludzi wynosi około 76 lat, a maksymalna jego długość to 122 lata opisanej Francuzki. Zdaje nam się, że u ludzi jest to niejako stałe, podczas gdy u niższych form życia granice te są bardzo plastyczne. Długość życia jest niczym innym jak zmienną zależną od środowiska. Mogą żyć dwa tygodnie, dwa lata, a czasami dwadzieścia lat, zależnie od tego, do czego dążą, a to zależy od środowiska.
Jeżeli wokół jest dużo pożywienia, będą się szybko rozmnażać i szybko umierać, jeżeli nie, przeczekają, aż warunki się poprawią. Teraz wiemy już, że długość życia regulowana jest przez insulinę.
Każdy myśli o insulinie jako o czynniku obniżającym poziom cukru we krwi. Dziś w klinice była pacjentka, która wymieniając leki, które zażywała (było ich osiem), nie wspomniała nawet o insulinie. Insuliny nie traktuje się jak lek. W rzeczywistości, w niektórych miejscach nie potrzeba na nią nawet recepty, można ją kupić jakby była zwykłym cukierkiem.
Insulinę można znaleźć w każdym organizmie zbudowanym z komórek. Istnieje od kilku miliardów lat, a jej zadaniem jest regulacja długości życia organizmów żywych. Geny nie są zastępowane, są nadbudowywane na sobie. Mamy te same geny co wszystko, co istniało przed nami, mamy ich po prostu więcej.
Dodaliśmy nowe książki do naszej genetycznej biblioteki, ale baza jest wciąż ta sama. To, czego się dowiadujemy, to to, że możemy wykorzystywać insulinę do regulowania długości naszego życia.
Jeżeli istnieje jeden wyznacznik długości życia, jak okazuje się w badaniach nad stulatkami, to jest to insulina, a dokładnie wrażliwość na nią.
Jakże wrażliwe są nasze komórki na insulinę. A jeżeli nie są, jej poziom wzrasta. A czy ktoś słyszał termin „odporność na insulinę”?
Odporność na insulinę jest podstawą wszystkich chronicznych chorób występujących w procesie starzenia się, ponieważ chorobą jako taką jest właśnie starzenie się.
Teraz już wiemy, że starzenie się jest chorobą. Wszystkie inne przypadki, o których wspominałem, choroby układu sercowo-naczyniowego, osteoporoza, otyłość, cukrzyca, rak, wszystkie tak zwane chroniczne choroby wieku starczego, choroby z autoagresji – są jedynie objawami.
Kiedy ktoś się przeziębi, idzie do lekarza, ma katar, zajmowałem się tym przez dziesięć lat, wiem, jakie jest typowe leczenie w takim wypadku – wypisuje się decongestant (lek redukujący puchnięcie i zapchanie, gł. w nosie – przyp.tłum.). Nie jestem w stanie zliczyć, ilu w i działem pacjentów, którym lekarze rodzinni dali Sudafed na przeziębienie, a którzy później przychodzili do mnie, ponieważ nabawili się poważnej infekcji zatok.
Co dzieje się, kiedy objawy kataru leczy się za pomocą decongestantu? Blokuje on wydzielanie śluzu. Po co nam śluz? Ponieważ za jego pomocą organizm próbuje wyczyścić błony. Co jeszcze jest takiego w śluzie? Wydzielnicza immunoglobulina A (IgA), potężne prz e ciwciało niszczące wirusy. Jeśli nie ma śluzu, nie ma też IgA.
Decongestanty powodują także zwężenie naczyń krwionośnych, małych naczyń włosowatych lub tętnic, które do nich dochodzą. Rzęski, malutkie włosopodobne twory, które swoimi ruchami sprawiają, ze śluz układa się w strumień, zostają sparaliżowane, ponieważ mają o d cięty dopływ krwi. Co się dzieje, kiedy zatamujemy przepływ wody i utworzy się staw?
Na przestrzeni kilku dni rozwijają się larwy. Jeżeli strumień się porusza, wszystko jest w porządku. Potrzeba ciągłego przepływu śluzu, żeby się go pozbywać i zapobiegać infekcji. Wdaję się tu w szczegóły, ponieważ w wielu przypadkach leczy się objawy, co jedynie pogarsza stan choroby, gdyż najczęściej są one sygnałami, że nasz organizm próbuje się sam wyl e czyć.
Jednocześnie, medycyna wciąż przyporządkowuje objawom nowe choroby. Są one nazywane chorobami symptomatycznymi. Używając ENT, na przykład, pacjent wyjdzie z badania z rozpoznanym Rhinitis, czyli zapaleniem nosa. Czy istnieje powód, dla którego dostał on tego zapalenia? Tak sądzę. Czy, w przeciwieństwie do opisowego terminu Rhinitis, czy Pharyngitis (zapalenie gardła), prawdziwą chorobą nie jest ta ukryta przyczyna?
Niektórzy, za sprawą tego samego wirusa mogą chorować na Rhinitis, Pharingitis, Sinustis (zapalenie zatok), czy wszelkie inne „itisy”, które są terminami opisującymi zapalenie. Taka jest nazwa i taka jest choroba. Leczy się więc to, co uważa się za schorzenie, a co jest jedynie objawem.
Jeżeli ktoś ma wysoki poziom cholesterolu, nazywa się to hypercholesterolemią. Hypercholesterolemia stała się nazwą dla choroby, podczas gdy jest tylko objawem. Leczy się więc ten objaw i co robi się sercu? Problemy.
Jeżeli więc chce się wyleczyć jakąkolwiek chorobę, to trzeba dostać się do jej korzeni. Inaczej nie zajdzie się zbyt daleko. Kłopot jednak w tym, że nie wiemy, gdzie są te korzenie, czy może nie wiedzieliśmy.
Wiadomo to w innych gałęziach nauki, jednak medycyna to nie nauka, to biznes, ale nie chcę się w to zagłębiać, można by mówić o tym godzinami. Ale jeśli rzeczywiście spojrzymy na korzenie choroby, możemy posłużyć się przeziębieniem jako dalszym przykładem.