Cukrzyca insulinozależna typu II

Często mylnie uważa się, że człowiek przyjmujący insulinę cierpi na cukrzycę insulinozależną. Tymczasem nazwa choroby nie zależy od sposobu leczenia lecz od jej podłoża. W przypadku cukrzycy typu II przyczyną pierwotną jest zmniejszenie wrażliwości tkanek na insulinę, a nie jej niedobór, dlatego istnieje możliwość leczenia lekami doustnymi – stąd nazwa cukrzyca insulinoniezależna. Nie zmienia się to nawet, jeżeli pacjent z tabletek musi “przejść na insulinę” w celu zachowania prawidłowej glikemii we krwi.

Już od dawana toczą się dyskusje na temat tego, co wywołuje chorobę, jednak jest to cały czas niejasne, a każda teoria ma swoich przeciwników i zwolenników. W ostatnich latach główny nacisk kładzie się na czynniki genetyczne, ale dane statystycznie jednoznacznie wskazują na coś innego.

Pod koniec lat XIX wieku chorzy na cukrzycę stanowili około 0,5 % populacji. W 1969 r prof. Orłowski w swojej pracy “Choroby wewnętrzne” mówi o 2% natomiast oficjalne dane w roku 2002 mówią już o 3,5 – 5%. Według futurologów, przy zachowaniu tego tempa pod koniec bieżącego stulecia powinno chorować 50 % populacji. Mamy więc do czynienia z lawinowym wzrostem zachorowań, zwłaszcza w ostatnich latach. W tym czasie nie mogło oczywiście dojść do zmiany genotypu człowieka, zmianie natomiast uległy warunki ekologiczne, a zwłaszcza sposób odżywiania. Największe znaczeni ma tutaj stałe wzrastające spożycie cukru (zwłaszcza rafinowanego), a także produktów pochodzenia roślinnego zawierających duże ilości węglowodanów. Proces ten może być niezauważalny przez przeciętnego człowieka, ponieważ zachodzi on powoli. Jeżeli jednak przypomnimy sobie, jak wyglądały nasze posiłki 30 lat temu i porównamy z dzisiejszymi, bez trudu zobaczymy różnicę Kilkanaście – kilkadziesiąt lat temu pewne produkty spożywcze w ogóle nie występowały w naszym menu. Są to np. płatki śniadaniowe, zalewane odtłuszczonym mlekiem, soki owocowe w kartonach i słodzone gazowane napoje w plastikowych butelkach, owoce dostępne cały rok, ciastka i batony reklamowane w telewizji oraz wiele innych. W tym samym czasie nikt jeszcze nie bał się jajek ani mięsa. Poprawa dobrobytu w krajach rozwiniętych przekłada się jednoznacznie na wzrost spożycia produktów węglowodanowych, których zjadanie uważa się za posiłki. Dodatkowo na rynku pojawiło się wiele produktów o obniżonej zawartości tłuszczu oznaczonych nazwą “light” lub dietetyczny, co sugeruje, że ich zjadanie jest całkowicie bezkarne. Oczywiście producenci smakołyków nie tłumaczą klientowi, że zawarte w nich węglowodany to inaczej cukry. Osoby lubiące uciechy podniebienia z mniejszą lub większą nadwagą czują się rozgrzeszone, sięgając po nie wielokrotnie w ciągu dnia i to właśnie one potencjalnymi kandydatami do zachorowania na cukrzycę typu II. Mechanizm rozwoju choroby jest bowiem blisko związany z upodobaniami kulinarnymi. Zależność ta jest tak znaczna, że wręcz wyłania się obraz charakterologiczny osoby chorej. Są to ludzie lubiący dobrze i dużo zjeść, nie unikający mięsa, ale lubiący również słodycze, u których wcześnie rozwija się nadwaga. Mają oni trudności z odmówieniem sobie przyjemności jedzenia, dlatego trudno im utrzymać się dłużej przy stosowaniu jakiejkolwiek diety ograniczającej ich ulubione potrawy. Osoby te są również bardzo pobłażliwe wobec siebie, jeżeli chodzi o jedzenie, jakby mówiły: “jeżeli nikt nie widzi, to jakbym nie jadł”, stąd często trzymają łakocie w zasięgu ręki – np. czekoladę pod poduszką. Jednocześnie są bardzo drażliwe, jeżeli ktoś zwraca im uwagę na podjadanie, na co reagują agresywnie i najczęściej odpowiadają: „a co żałujesz mi?”. Z reguły wrogiem przy stole staje się współmałżonek. Zachowania takie pojawiają się jeszcze przed zachorowaniem, a są objawami rozpoczynających się patologicznych zmian w organizmie. U opisanych wyżej osób “lubiących zjeść”, całe zapotrzebowanie energetyczne pokrywane jest zazwyczaj przez białka i tłuszcze, natomiast węglowodany, dostające się do krwioobiegu jako cukry proste, nie są już zużywane w procesach pozyskiwania energii, ponieważ większość tkanek wykorzystuje preferencyjnie wolne kwasy tłuszczowe. Powoduje to wzrost poziomu glukozy we krwi, która pozostaje niewykorzystana. Zbyt duże stężenie tego cukru może powodować uszkodzenie niektórych tkanek, dlatego w organizmie istnieją pewne mechanizmy obrony przed tym zjawiskiem. Gdy po posiłku wzrasta poziom glukozy, z trzustki wydzielana zostaje insulina. Jest to hormon przyspieszający wnikanie glukozy do komórek oraz jej przetwarzanie, m.in. na tłuszcze. W około 2-3 godz. od zjedzenia posiłku węglowodanowego następuje szczyt działania insuliny i wtedy poziom cukru jest niski – pojawia się uczucie głodu, które najłatwiej zaspokoić waflem, owocem, czekoladą. Człowiek nie traktuje tego oczywiście jako posiłek. Po przekąsce znów mamy do czynienia ze wzrostem poziomu cukru i następnym wyrzutem insuliny oraz spadkiem poziomu glukozy po 2-3 godz., który wywołuje chęć podjadania itd.

Takie cykle występują 5-6 razy na dobę. Można powiedzieć, że im częściej jada się węglowodany, tym częściej jest się głodnym – taki pozorny paradoks. Po pewnym czasie pojawia się uzależnienie od cukru – człowiek musi zjadać węglowodany, aby nie dopuścić do niedocukrzeń (hipoglikemii), objawiających się napadem głodu, osłabieniem, drżeniami rąk.

Poziom insuliny we krwi utrzymuje się wtedy stale na wysokim poziomie i jej działanie na tkanki słabnie – zaczyna rozwijać się cukrzyca. Początkowo organizm broni się , wytwarzając w błonach komórkowych dodatkowe receptory na insulinę – można by powiedzieć, że tkanki starają się na nią uwrażliwić. W tym czasie częściej występują spadki poziomu cukru niż znaczne wzrosty. Kiedy jednak tkanki przestają reagować na insulinę, to mimo jej wysokiego stężenia poziom glukozy we krwi rośnie – wtedy cukrzyca zostaje rozpoznana. Początkowo w leczeniu stosuje się preparaty zwiększające trzustkowe wydzielanie hormonu lub zwiększające reaktywność komórek, jeżeli tabletki nie działają, konieczne jest podawanie insuliny. Uszkodzenie trzustki w cukrzycy typu II jest zjawiskiem wtórnym i nie zawsze występuje, podobnie jak wytwarzanie przeciwciał przeciwko insulinie. Następuje to dopiero po kilkunastu, kilkudziesięciu latach choroby. W obu przypadkach tabletki nie są skuteczne i konieczne jest podawanie ludzkiego hormonu. Jeżeli chory przyjmuje do 0,5 jednostki na kg masy ciała, to znaczy, że mamy do czynienia z częściową niewydolnością komórek ß, natomiast jeżeli zapotrzebowanie przekracza 1 jednostkę na kg masy ciała, to zazwyczaj są już produkowane przeciwciała i podawana insulina jest niszczona. Jak widać, w przebiegu choroby mamy pewne etapy i, w zależności od zaawansowania, różne są rokowania – im dalej posunięte zmiany, tym trudniejsze jest wyleczenie choroby. W pierwszym okresie wyleczenie jest bardzo proste i następuje natychmiast po zastosowaniu żywienia optymalnego, a czasem nawet po zwykłym ograniczeniu węglowodanów do około 0,8 g na kg masy ciała. Zmienia to wygląd krzywej insuliny i glukozy we krwi. Po posiłku ubogim w węglowodany poziom glukozy nie wzrasta zbyt wyraźnie, dlatego wyrzut insuliny jest mniejszy i niższy spadek cukru – nie występuje uczucie głodu po 3 godz po jedzeniu, czyli znikają niedocukrzenia.

Jeżeli chory przyjmuje tabletki, które stabilizują poziom cukru we krwi, zastosowanie żywienia optymalnego daje nam prawie pewne wyleczenie w ciągu kilku dni. Pacjenci biorący leki pobudzające wydzielanie trzustkowe insuliny (np. Diaprel ) mogą bezpiecznie odstawić tabletki bez ryzyka wzrostu stężenia glukozy, ponieważ trzustka jest wydolna a tkanki wykazują niską odporność. Problemów można się niekiedy spodziewać u osób przyjmujących leki uwrażliwiające błony komórkowe na insulinę ( np. Metformina), ponieważ po ich odstawieniu insulina endogenna może przez pewien czas wykazywać słabe działanie, co skutkuje wzrostem glikemii. Zazwyczaj po kilku tygodniach ulega to unormowaniu Diabetycy (chorzy na cukrzycę), którzy przyjmują insulinę, nie zawsze są osobami, u których rokowania co do wyleczenia są gorsze – tło choroby bowiem jest niezależne od sposobu leczenia. W większości przypadków, po rozpoczęciu diety, zapotrzebowanie na ten hormon szybka spada i następuje redukcja dawek. Proces odstawienia insuliny może być różnie długi. Zazwyczaj zamyka się w czasie od 3 tygodni do 3 miesięcy i jest jednostajny. W pierwszym okresie wskazana jest kontrola lekarska – po 1- 2 tygodniach pacjent radzi sobie sam, aż do całkowitej rezygnacji z leku. Kłopoty mogą wystąpić z dwóch wyżej omówionych powodów: uszkodzenia komórek ß wysp trzustki lub niewrażliwości tkanek. W pierwszym przypadku, po osiągnięciu minimalnych ilości np. 10 jednostek na dobę, dalsza redukcja powoduje podniesienie poziomu glukozy. Można wtedy odczekać kilka miesięcy i ponowić próbę. Jeżeli jest ona nieskuteczna, trzeba przyjmować insulinę lub przejść na leczenie środkami doustnymi, to ostatnie daje zazwyczaj dobre efekty. Nieco gorsze rokowania mają pacjenci z insulinoopornością i wytwarzający przeciwciała przeciwko insulinie. Tutaj kłopoty mogą zacząć się po zredukowaniu dawek do połowy i dalsze zmniejszanie staje się trudne lub niemożliwe. Taki scenariusz jest rzadki, jednak niestety możliwy. W prawie każdym przypadku możliwa jest stabilizacja stężenia glukozy i co najważniejsze, uniknięcie ewentualnych powikłań. Osoby, które muszą czasem przyjmować niewielkie ilości leków są praktycznie wolne od odległych skutków choroby.

W procesie leczenia ważne jest, aby pamiętać, że ze względu na inną krzywą cukrową na diecie optymalnej, różne są normy poziomu glukozy we krwi. Zamykają się one w dość wąskich granicach od 90 do 140 mg%, bez względu na to, czy jest on mierzony na czczo, czy po jedzeniu. Jednak bezpieczny poziom, który nie doprowadza do uszkodzenia tkanek wynosi 180 mg%. W Centrum Żywienia Optymalnego od marca 2000 r. do stycznia 2004 r. na turnusach 1 – 2 tygodniowych przebywało 1120 osób chorych na cukrzycę typu II. Wśród nich zaledwie 108 osób chorowało krócej niż 3 lata. W trakcie pobytu w Ośrodku całkowite odstawienie leków doustnych i insuliny uzyskało 67 % pacjentów, co należy uznać, za bardzo dobry wynik, w porównaniu z leczeniem konwencjonalnym, gdzie uleczalność wynosi 0%. Za uleczenie uznajemy odstawienie leków przeciwcukrzycowych przy stabilnych poziomach glukozy. Przestrzeganie zasad żywienia optymalnego zapewnia zachowanie zdrowia. Osoby długo stosujące żywienie optymalne, które wyleczyły się z cukrzycy, nie mają problemów nawet, jeżeli sporadycznie odstępują od przestrzegania diety z powodów środowiskowych.

Lek. med. Przemysław Pala

Źródło: miesięcznik “Optymalni” marzec 2004